Translate

24.07.2015

Szklane koralikowe bransoletki /Handmade glass bracelets


                   Z założenia ten blog miał być biżuteryjny! Miałam wrzucać tu moje pomysły (biżuteria) oraz rysunki, tudzież inną twórczość. Od biżuterii się zaczęło, na lalkach (na razie) się skończyło, a co będzie dalej to chyba tylko wróżbita Maciej wie! Zatem żeby nie było zbyt lalkowo to wrzucam ostatnie pomysły bransoletek. Nie powiem żeby to było coś nadzwyczajnego, bo po sklepach pełno bransoletek z kolorowego szkła z 1nym charmsem pośrodku, ale skoro się napracowałam to się pochwalę!A co?!


W kolorach francuskiej flagi lub w stylu marynarskim!









22.07.2015

Bransoletki (prawie) luksusowe/Almost luxury bracelets- beige and co.


                  Przyszła pora na trochę handmadowych błyskotek.... Kolory iście luxusowe- złoto, czerń, beż i czerwień. Jak na bogato, to na bogato. A tak poważnie to bransoletki powstały ze szkła (Swarovsky*- szklane "sześcianowato szlifowane" koraliki z hurtowni gdzie obowiązuje taka nazwa- pisałam o tym w jednym z pierwszych postów biżuteryjnych; do odszukania samemu!), metalowych przekładek i "złotych" charmsów. Inspiracją  były same kolory- czerwień najlepiej współgra ze złotym kolorem, a czerń doskonale się łączy z beżem (sprawdźcie ciuchy w H&M- same beże - przynajmniej od kilku sezonów).
                 Powstała też (sic! ok.2 m-ce temu) bransoletka inspirowana kolorami natury- zrobiona z "nienaturalnych" elementów- plastikowych literek, malowanego drewna i poli(estrowej?) tasiemki oraz metalowego zapięcia. Takkkkk... idealnie kolorystycznie się wpasowuje w wyzwanie Szuflady pt. Las tropikalny. Taki las kojarzy mi się z amazońską dżunglą, o której czytałam w książkach Pawlikowskiej i Cejrowskiego :) Jakby nie było- w dżungli są drzewa (brązowe koraliki), liany (tasiemka) i liście (zielone literki)- sama "natura"- stąd napis:)!






Trochę mniej luksusowa:(

 Bransoletka "nature"- wprost z "lasu tropikalnego"



12.07.2015

Co mnie denerwuje na tym świecie- przemyślenia wiecznie pomijanej


                 Kolejny raz muszę się wyżalić- jak mus to musss! Nadal wkurzają mnie głupie tabliczki "zakazów" zamiast rzeczowo uzasadnionych przepisami . Nadal wkurzają mnie ludzie wkładający pieczywo gołymi łapami do papierowych torebek (po cholerę "para" dbać o środowisko, jak i tak po zeżarciu wyrzucają tę torebkę do zwykłego kosza a potem jedzie ona do spalarni a nie do recyklingu? A zarazki przeniesione łapami na pieczywo jak są tak były?). Szczytem idiotyzmu, z którym się czasem spotykam w marketach (nadal) jest "macanie" chleba żeby zobaczyć, który świeższy. Normalnie tylko podejść i strzelić delikwenta po  łbie! Młodsze panie, starsi panowie, gimbazy, "licebazy", fashioniści itd... wszystkim przydałby się wykład o podstawach kultury osobistej i zagrożeniu epidemiologicznym! Ponadto panowie pracujący przy wypieku, też powinni wkładać rękawiczki jak zwalają pieczywo na półki. Nie łapą!!! Całość do poczytania w poprzednim poście z serii "Co mnie wkurza..." o TU.

                  Dzisiaj trochę goryczy o kupujących, produktach żywnościowych i lekarzach! Tak- to główne powiązane ze sobą tematy na które narzekać mogę zawsze! Ponadto o wyższości jednych "magistrów" nad innymi i masa wylanej żółci na niesprawiedliwość losu! Ostrzegam, że same niecenzuralne wyrazy cisną mi się na usta, ale jako "w miarę" kulturalna osoba, powstrzymam się przed używaniem w/w jako przecinków!
                  Najpierw o lekarzach- jako, że ciągle trafiam na "mądrych - wiecznie zajętych". Dotyczy to głównie "specjalistów", którzy nieraz zachowują się tak jakby byli jedyną uznaną na świecie wyrocznią. No wiecie: "Ja tu jestem lekarzem i Ja wiem lepiej!". Nachodziłam się wiele po różnych specjalistach, jako że wiecznie na coś choruję (niska odporność; nie jestem niestety hipochondrykiem!) i wiem że dużo prawdy jest w powiedzeniu "Lekarzu lecz się sam"! Zwykle ignorują moje przypuszczenia, mówiąc że wiedzą lepiej ("Pani jest lekarzem?") albo udają że nie słyszeli pytania.
                  Weźmy np. dermatologów- jedna "pani" chciała leczyć mój zdarty woskiem naskórek, ukryty pod warstwą pudru (by ludzie głupio się nie gapili- wiecie jasna skóra + czerwona plama = dobry temat do plotek) , twierdząc że to grzybica! Trzasnęłam drzwiami i wyszłam, bo nie dała mi nawet dojść do słowa! Od tego czasu 2x byłam u dermatologa- na 1nej "sponsorowanej" wizycie- "Dziś za darmo konsultacje!"- jedna z firm produkująca kosmetyki apteczne sponsorowała wizytę bo lekarka dała mi nawet zestaw miniaturek "dopasowany do mojej tłustej skóry"- dodam, że tylko takie miała! Przypadek? No i te cudowne preparaty znów skierowały mnie na kolejną wizytę u innego dermatologa, bo miałam po nich czerwone plamy! Trafiłam do kolejnej "cud-pani doktor", która przepisała mi maść z hydrokortyzonem, nie informując że to maść sterydowa! Tego się dowiedziałam w aptece, gdy chciałam kupić 2gie opakowanie! Od tego czasu tylko jeszcze raz odwiedziłam gabinet dermatologiczny, bo po raz 2gi w życiu dopadł mnie trądzik ropowiczy (choć upieram się że rozsiałam opryszczkę z warg, bo wyskoczyła wtedy, gdy robiłam peeling!). Na szczęście dostałam dobre leki i chociaż nadal wyglądam jak pryszczata nastolatka, to jest o "2 nieba" lepiej!
                  Kolejni "cud" lekarze to ginekolodzy! Tak, co do leczenia kobiecych dolegliwości, to dają radę- co do kultury osobistej i poglądów, to bywa różnie! Jeden przepisuje hormony, bo widzi problem, 2gi go absolutnie nie widzi (bo widział gorsze przypadki), 3cia mówi że "absolutnie nie!" bo nie rodziłam i nie chce mi rozregulować (i tak rozregulowanego) układy hormonalnego a czwarty mówi że "ciąża załatwia wszystko". Jedyna "dobra rada" od Państwa do spraw intymnych, to "Znajdź faceta, zrób se dziecko i wszystko będzie git!". Jednym słowem- zostań maszynką do robienia dzieciaków, a "hormonalnie" będziesz wyleczona! Alleluja! Gdybym znała tę cudowna "receptę" wcześniej to już od 12 r.ż zafundowałabym sobie nieprzespane noce i pieluchowy zapach w mieszkaniu! (to był sarkazm).
                Wkurzają mnie jeszcze co niektórzy kupujący allegrowicze- tacy, którzy wylicytują (kupią) przedmiot a potem nie raczą się odezwać po m-cu od zakończenia aukcji! Miałam już kilka takich przypadków i zastanawiam się po cholerę wysyłałam tyle maili i cierpliwie prosiłam zamiast od razu walnąć negatywa? Jedna "pani" kupiła u mnie 3x Bratz i najpierw narzekała na koszty przesyłki ( wysyłka 3ch lalek to ok.11 zł -polecony priorytet + koperta bąbelkowa 2zł czyli 13 zł razem; taniej wysłać paczką za 12 zł, co zasugerowałam!), zwodziła że zapłaci w następnym tygodniu, a do dziś ani pieniędzy ani odpowiedzi na maile, chociaż się logowała na Allegro! Druga "pani" zakupiła lalkę, ale ani wyboru przesyłki ani zapłaty ani kontaktu do dziś! Jako że ostatnio logowała się w dniu zakupu u mnie to może coś poważnego się stało, że nie wywiązała się z aukcji- leży w szpitalu po wypadku, wyjechała za granicę, zaginęła... nie żyje?! W międzyczasie mojego gdybania dostała 2 negatywy od innych sprzedających, bo zwodziła ich że zapłaci. Do mnie się do dziś nie odezwała, choć wysłałam jej ok. 8 maili! Trzecia "pani" zapłaciła dopiero po miesiącu i kilku mailach z moim przypomnieniem. Zapłaciła nawet 2x za przesyłkę (dziwne to PayU?), więc zadeklarowałam się, że oddam jej nadpłatę na konto. Nie odezwała się pomimo kilku maili. Gdy kupiła kolejną lalkę napisałam jej, żeby nie płaciła za koszt przesyłki, bo ma u mnie nadpłatę za poprzednią. Do dziś się nie odezwała! Dzwoniłam nawet na nr telefonu podany w Allegro ale powiedziano mi, że nr należy do kancelarii prawnej, a ta osoba tam nie pracuje! Moja wściekłość sięgnęła zenitu! Chcąc- nie chcąc musiałam jej wystawić ocenę negatywną- ku przestrodze dla innych. Dość robienia mnie w lolo! Ja też płacę "haracz" za wystawienie aukcji i nie mam zamiaru płacić za towar, którego nie sprzedałam! Po podsumowaniu wychodzi, że średnio 1 lalkę "oddaję" za opłaty!
                  Po to napisałam rozległą "stronę o mnie" by wyjaśnić tam wszystko przejrzyście i dokładnie. Dodałam pogrubienia, podkreślenia i większą czcionkę w strategicznych miejscach, żeby nikogo nie zanudzić! Po to się ustala jakieś zasady, żeby inni ich przestrzegali. Z opłatami jest tak samo! Raz stracę na przesyłce (bo ktoś kupi 2 rzeczy a zapłaci za przesyłkę ustaloną na 1 rzecz!) raz zyskam, bo towar będzie ważyć mniej niż zakładałam. Bilans wychodzi na 0! Czasem koszt przesyłki wzrośnie, bo zakładane przesyłki (do 1kg) będą cięższe i muszę wtedy prosić o wybór np. paczki. Wkurza mnie to, że ludzie myślą, że jak pisze najniższa opłata 8,50 zł (za 1 aukcję, bez dopłaty za kolejną) to im wyśle zbiór kilku ciężkich rzeczy za te kwotę! To jest niewykonalne! Poczta za każdy dodatkowy przedmiot nalicza opłaty w zależności od ciężaru! Dlaczego mam wysyłać komuś towar za 8, 50 zł jak de facto płacę za wysyłkę 11 zł (nie licząc zakupu koperty bąbelkowej i pakowania przedmiotów w karton, które z nieba nie spadają!)? Jak wół pisze "w przypadku zakupu większej ilości przedmiotów należy doliczyć 3zł" !Czy ludzie nie umieją (nie chcą) czytać czy myślą, że i tak im się upiecze?
                   Wkurza mnie to że kupujący często się nie odzywają! Zawsze po tygodniu "przypominam" się kupującemu i proszę by w mailu napisał czy potrzebuje więcej czasu na zapłatę, czy wysłać przesyłkę dokładnie na ten adres jaki podał przy rejestracji oraz czasem sugeruję jaki sposób dostawy powinien wybrać. Szkoda, że ludzie często w ogóle się nie odzywają- zaoszczędziło by to wielu nieporozumień dot. kosztów przesyłki! Przecież maile nie gryzą! Łatwiej jest pisać niż rozmawiać z kimś twarzą w twarz!
                   Co mnie jeszcze wkurza na tym, jakże "wspaniałym" świecie? Wkurza mnie wszechobecny kult piękna i przepychanie się do przodu dzięki układom i znajomościom. Jak nie masz ładnej facjaty, to przepadasz z kretesem. Nawet jak nie masz doświadczenia zawodowego, to dzięki ładnej "buźce" lub poplecznictwie jednej pani, drugiego znajomego itd... przyjmą cię do pracy- nie to co brzydule! "Nie mamy dla pani ofert pracy"- słyszę to od niepamiętnego czasu! Od pieprz..... kilkunastu mc-y (nie powiem ile bo wstyd)!
                   Jakim cudem  kolejna "bujnowłosa", szczupła blondynka została przyjęta na staż w bibliotece, skoro nie przyjmują nowych osób, bo nie ma miejsca? Starsze "panie" okupują stołki aż do emerytury,  a czasami dłużej i dlatego nie ma miejsca dla nowych! (A co to będzie gdy będą siedzieć tam do 67 r. ż ?! dla młodych w ogóle nie będzie pracy nigdzie!). Jeszce niedawno było tak (parafrazując): Na staż z MUP chętnie, bo nic nie płacimy- ale po co nam nowe pracownice, skoro mamy nadmiar swoich? Niech się pokręcą kilka m-cy  i adios! W moim przypadku "pracodawca" nie gwarantował zatrudnienia na 3 m-ce po stażu (warunek konieczny, by cie wysłali z MUP !) a w jej przypadku nagle znalazła się brakująca posada czy kasa na "przedłużenie" umowy po odbębnieniu 6 m-cy, z MUP?! Nagle przed wyborami rzucili większe dotacje " na kulturę" i kasa na dodatkowe zatrudnienia się znalazła, czy co? A może tylko "nieżyciowi kierunkowo" mają przesr...? Dziewczyna jest po dziennikarstwie to i może lepiej się orientuje w książkach niż filozof (choć to także filozofowie piszą książki, w których później trzeba się orientować!). Wysłałam 2 maile do "siedziby głównej" (w odstępie tygodnia) i żadnej odpowiedzi na głupie pytanie czy potrzebują stażystów czy nie!
                  Zawsze gdzie się nie staram to i tak notorycznie wszyscy mnie pomijają! Co z tego, że 2 lata byłam członkiem sekcji "Recepcja" w Samorządzie Studentów na jednym z uniwerków? Co z tego, że zostawałam do 22.00 żeby wycinać głupie numerki do ponumerowania miejsc w auli-potrzebnych  podczas koncertów? Co z tego, że brałam dyżury za innych i siedziałam zwykle 2x dłużej niż oni? Co z tego k... mam!? Wielką krechę na  dyplomie? Bo któraś "mądra" (koordynatorka sekcji, która czasami tak mnie chwaliła!) zapomniała mnie zgłosić? Siebie raczej nie zapomniała i wpis na dyplomie ma jak to się udzielała w organizacji studenckiej! A ja?... Mnie nawet obujali 2x podczas rozdawania giftów od sponsorów imprez. Pierwszy raz zapomnieli o pudrze w zestawie kosmetyków :
  • ja do kumpeli z sekcji : -"Jaki masz fajny puder"
  • ona: -" To ten co nam dawali od sponsorów"
  • ja : -"Jak to? Ja nie dostałam!"
  • ona : -"Jak nie dostałaś, jak dawali wszystkim!?"
Jakby dawali wszystkim tobym dostała! Czyż nie- skoro wszystkim dawali to samo i tyle samo?
Rok później- ostatni rok mojej "działalności" w sekcji (czerwiec koniec roku akademickiego)- "Wyślę wam sms kiedy odbędzie się spotkanie i dostaniecie gifty"- Do dziś żaden sms nie doszedł (nikt nigdy mnie o spotkaniu nie poinformował, nawet osobiście!) a kumpela mówiła, że dostali "nabiał" od sponsora! Jak się  nie pchasz łokciami tylko potulnie wykonujesz swoje zadanie to nie licz na gratyfikację! Rób mało, ale podkreślaj swoje zasługi na każdym kroku- to jedyna dewiza! Między bajki można sobie wsadzić powiedzenie "Bez pracy, nie ma kołaczy" itd...          
              Kolejna rzecz do której się przyczepię to polska żywność! Wkurza mnie brak dokładnych opisów na produktach żywnościowych-NABIAŁ! A ściślej mówiąc- SERY! Na połowie serów dojrzewających nie jest napisane jakiej podpuszczki (naturalnej czy mikrobiologicznej) użyto do jego wytworzenia- choć znajdują się info odnośnie do konserwantów i barwników! [Tak pisze się "odnośnie do"- przez całe studia mi to wpajali do głowy!]. Dla wegetarian to ważna informacja! Wkurza mnie ładnie opakowana spożywcza chemia w  postaci produktów "luxusowych". Niby produkt z zagranicy, ekstra, prima itd. a napchane konserwantów i innych świństw tyle, że człowiek nie ma ochoty wziąć tego do ust! Co z tego, że przysmak prosto  z Włoch, Grecji czy Hiszpanii, jak badziewie takie, że ładniej wygląda na opakowaniu niż smakuje w rzeczywistości?
                Wkurza mnie ten świat i jego pieprz... reguły- źli ludzie, krętacze, złodzieje i kombinatorzy mają udane życie- jak lordowie na salonach- a biedni, uczciwi i dobroduszni zawsze dostają po d... Po cholerę być zatem dobrym??? 
                Faceci, którzy w centrum miasta przed ruchliwym przejściem codziennie handlują " fajkami" liczą grube tysiące (widziałam!) i nikt ich nie zgarnia -układy z glinami czy brak możliwości zgarnięcia na gorącym uczynku? Jak się podjeżdża radiowozem to pozbywają się papierosów chowając gdzieś i śmieją się glinom prosto w twarz!  Chociaż codziennie tam stoją (i ci sami) to są nietykalni i bogacą się na nielegalnym procederze (papierosy są "ruskie" kosztują 6 zł, więc chyba nie pochodzą z legalnych źródeł?) - po co mają uczciwie harować skoro:
1. pracy nie ma (nie tylko dla "wykształciuchów")
2. na legalnej pracy "na wschodzie" można g... zarobić ("średnia krajowa" w Polsce B to ok.1,5 tyś!)?
Gdybym była paląca i miała dostęp do nielegalnych fajek i zadawała się z półświatkiem to może dostatnio bym żyła? Po cholerę całe życie unikałam "podejrzanych typów?"- trzeba było się z którymś zaprzyjaźnić- może teraz żyłabym jak królowa? (Ten akapit jest pisany w duchu sarkastycznym, jakby ktoś nie zauważył!)
Gdyby nie to, że nie posiadam cech socjo- ani psychopatycznych, to już dawno przestałabym zamartwiać się o innych- co mnie obchodzą chore dzieci, bezdomni, ofiary katastrof, skrzywdzone czworonogi i biedacy w krajach 3go świata? Po cholerę  przejmuję się ich losem? Ano dlatego, że taka się urodziłam i tak mnie wychowano- w "głupim" współczuciu dla każdego, tylko nie dla siebie! Przejmuję się skrzywdzonymi dookoła a mnie wszyscy mają w d...
Jedyne co dostałam od losu to pasmo upokorzeń, biedy i wyzwisk ze strony "kolegów" z klasy. Całe życie mam pod górę, bo nie potrafię kraść na masową skalę, oszukiwać naiwniaków i walić po pysku każdego, kto na mnie krzywo spojrzy. Od Matki Natury dostałam najgorszą z możliwych kombinacji genów po rodzicach i mordę a 'la mops (niestety w odróżnieniu od psa, ja wyglądam jak jeden z  pierwowzorów Baby Jagi!)-  trzeba lepszego uzasadnienia dla nienawiści jaką obdarzają mnie "rówieśnicy" i młodsze typy dookoła?
               Na dobrą sprawę powinnam mieć lepsze mniemanie o sobie, bo jestem istotą niemal "boską" - tyle razy słyszałam na ulicy "O boże" skierowane w moją stronę, że chyba naprawdę uwierzę, że jestem reinkarnacją któregoś z bogów panteonu?:)



Na koniec żeby nie było tak straszliwie "nudno" (i dla tych, którzy są ciekawi jak wygląda pierwowzór Baby Jagi) - wlepiam zdjęcie jednej z moich pierwszych figurek z modeliny. Powstała ok. 2 lat temu i walała się w pudełku ( na fotce data zrobienia zdjęcia). Nie mam ochoty wrzucać jej w oddzielny post- bo i po co, skoro jest tylko 1? Jako synonim niezadowolenia i zgryźliwości lepiej pasuje tu! Btw.  ja mam bardziej okrągły nos:)

 

07.07.2015

Jedzenie z modeliny w kolorach zachodzącego słońca/Sunset colours miniature food


        Zainspirowana kolorami zachodzącego słońca, wymyśliłam mały zestawik miniaturowych słodkości. P.S.u mnie zwykle zachód słońca ma barwy landrynkowe z wielkim pomarańczowym kołem pośrodku:) czyli różowo- błękitne + w porze późniejszej  czerwono- żółto-granatowe! Jakoś tak skojarzyło mi się najnowsze wyzwanie craftowe Szuflady.
Mini zestaw dla lalek prezentuje mój najnowszy nabytek LIV. Nie mam jakoś przekonania do tych różowo -perłowych ust, ale wzięłam- może odsprzedam?









Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka